Wstał; lecz Mindowsa nie złamał pokorą,

Słowy pustemi. On został milczący,

Ponury, smutny, i gości swych zimno,

Nie tak jak dawniéj ochotnie przyjmował.

Nim noc zapadła, już skinieniem głowy

Żegnał on Mistrza, do swojéj świetlicy

Śpieszył się — dumać zamknięty sam z sobą.

XXXI

Nazajutrz, ledwie trzeci kur zaśpiéwał,

Mistrz wstał i suknię niespokojny wdziéwał,