I cicho szepcząc kapłańskie pacierze,

Ze stołu kartę po karcie podnosił,

Wlepiał w nie oczy, rozmyślał nad niemi,

Czytał, czytając sciskał ramionami,

I zbudził śpiące chłopię, co u proga

Na garści słomy spokojnie, głęboko,

Snami młodości i znużenia spało.

Zbudził, na karty skórzane mu wskazał,

W których już palcem niespokojnym zmazał

Jedno, a drugie nakreślił u góry.