Ręce mu obie na szyję zarzucił,

I błogosławiąc w czoło go całował.

— Zkąd643 idziesz? kędy644 lat przebyłeś tyle?

Mów, u ogniska grzéj się domowego! —

Krzyknął na sługi — Wtém Marti przypada,

Z twarzą spłakaną, bez głosu i blada,

I pocznie syna sciskać, błogosławić,

Tysiącem pytań narzucać na niego,

Tysiącem pieszczot macierzyństwa swego,

Długie tęsknoty nagradzając sobie.