Do Marti ucha nie leciały słowa;

Ona o syna swojego truchlała,

Rękę pośpiesznie Wojsiełkowi dała. —

Powstał, a gdy lud płynął do komnaty,

On wyszedł z malką, na podwórzec śpieszy.

— Uciekaj! — Marti woła, i w uścisku

Chciałaby wstrzymać, a lęka się chwili

Utracić jednéj, i sama odpycha.

— Uciekaj, synu! powtarza mu z cicha,

W lasy bież663 ciemne przez szlaki tajemne;