Po raz ostatni swe dzieci całuje,

I jeszcze łzami swemi błogosławi.

Potém krzyż złoty kładzie pod ich głowy,

Modli się jeszcze, pada na posłanie,

Czując, że z niego więcéj już nie wstanie.

Po dwakroć zrywa się, oczy podnosi

Na dzieci swoje — i upada znowu —

Usnęła — śpi już snem szczęśliwych ludzi,

Z którego nic ją więcéj nie obudzi,

Nawet dziecięcia płacz ukochanego.