A rano ledwie z kobiécéj świetlicy
Wychodzącego widzą domownicy. —
Już dnia czwartego milczy Doumandowa,
Nie prosi wracać do męża i domu.
A na jéj czole nié ma kropli sromu686.
W drogich bursztynów sznury się ubrała,
Perłami włosy złote posplatała,
Kraśnemi szaty piersi osłoniła,
I śpiéwa w oknie stojąc jak jaskółki,
Kiedy do gniazda na wiosnę przylecą.