Idźcież we dwojgu do jednéj mogiły. —

Mówił, i oczy w twarz żony utopił.

Ujrzał ją Doumand, poznał ukochaną,

Zemsty zapomniał, miłość przypomina,

I miecz wyrywa, i siebie przeklina,

Z piersi przebitéj krew usty wysysa,

Woła, na ręce bierze i podnosi,

U martwéj jeszcze przebaczenia wzywa.

Na próżno! — oczy zagasły, śmiertelny

Całun na bladéj rozesłał się twarzy,