Krzycząc się zrywa, na kolana rzuca.

Wtém Trojnat skoczył i poprawi razu.

Mindows krwią spłynął, zatoczył się, pada,

A Doumandowa przed mężem swym blada,

Wyciąga dłonie, pełznie do nóg jego.

— Panie! — zawoła. On nie słuchał głosu,

Za włosy porwał, miecz w piersi utopił.

— Kraśne ci szaty uszył twój Mindowe,

Kraśniejsze Doumand daje ci na drogę!

Dobrze wam było żyć razem na ziemi,