Dziki, niedźwiedzie. W zamkowym podwórcu
Wisiały skóry sączące posoką;
Na progu sługi łuki naciągali.
Śmieli się, gwarząc i prawiąc o łowach.
Wtém sargas158, któren159 wrót zamkowych strzeże,
Rozdjął160 podwoje, wyglądał na drogę,
Jak gdyby gościa przeczuwał na szlaku.
— A, na Budintoj161 — rzekł, do zamku jedzie
Poseł Krewejty162, z białą laską w ręku,
Z wieńcem na głowie. — Poznałem z daleka.