Z Olgierdem dzieci, dając znak, zostawił.

A Olgierd? Nigdy nie stał tak do walki.

Sam nieraz w szyki rzucał się, jak w fale,

A kędy stąpił, rozprysły się przed nim;

Teraz na syna z trwogą się ogląda;

I każda strzała, co z kuszy wyleci,

Głowę i serce odrywa do dzieci;

I każdy rycerz, co się na nich rzuci,

W tył go na syna odwraca obronę;

Nie umié walczyć; w pocie siwe czoło,