I Spudo na koniu przed ludem na przedzie,

Na północ wskazuje, i ręką wymierza.

Ruszyli; przed niemi już lasy się walą

I mostem im ścielą pokornie pod nogi.

Czerń drzewa podcina, a sioła się palą,

A dymy, zniszczenie wytknęły im drogi.

I idą w milczeniu, bez chwili wytchnienia;

Gdzie wejdą, lud jeszcze u ognisk zastają;

I wieść ich, co z wiatry na skrzydła się mienia401,

Nie może wyprzedzić, tak szybko się gnają402.