On minął podwórzec, przeleciał przedsienia,
Na komnaty wchodzi, kędy Kiejstut stary,
Z Witoldem u ognia na kamieniach siedzą.
Poczuły obcego, wzniosły łeb ogary,
Cóś mruczą do siebie i wzrokiem go śledzą.
On upadł i czołem bije o podłogę;
— Kniaziu! — rzecze — z Wilna wieści ci przynoszę.
Serce pęka z bolu541, ledwie mówić mogę!
Wysłuchaj mnie, proszę, i ratuj nas, proszę!
Wojdyłło, o panie, spiski na was knuje,