Lasami się pędzą. On podnosi głowę,
Oczyma je drogę, tak pragnie pośpiechu;
Przed nim śniegi białe i lasy sosnowe.
Ujrzał zamek Trocki, otrząsł z śniegu czoło,
Odetchnął swobodniéj, za siebie spoziera,
Śmielszy mierzy wzrokiem, zatoczył wokoło,
Już jezioro przebył, brama się otwiera;
Wbiegł i konia rzucił, ku świetlicy bieży,
Nie otrząsł obówia539, snieg540 leci z odzienia,
Pot mu ciecze z czoła, włos na głowie jeży;