Najcięższemi spętać więzy! —

Struchlał dumny ulubieniec,

Upadł czołem; ten go mieczem

Popchnął i szedł swoją drogą.

W drzwiach komnaty, blady, drżący,

Synowiec kniazia spotyka;

On nań wzrok rzucił gniewliwy.

— Dziękuj krwi twéj, że ci łyka607,

Razem z tamtym, kłaść nie każę.

Brata mego pamięć droga,