Gdzie dziwne się gady wylęgły; wzrok płowy

Podnoszą zdziwione na więźnia twarz wściekłą;

Podłażąc, śliskiemi krępują okowy

Ręce mu związane, pierś potem ociekłą.

Południe — blask dniowy635 przez okno zaświtał,

A więzień wzrok podniósł, zębami zazgrzytał.

Nikogo! Pragnienie ogniem go paliło,

Głód jadł go, i chleba dać komu nie było!

Aż drzwi się otwarły, a we drzwiach któś staje.

— To ona! to Maria! — Z uśmiechem wzrok topi.