Rzuca znużony na twarde posłanie,

I sen na chwilę klei mu powieki;

Ale i we śnie myśl szarpie wnętrzności,

Smutek powolnie806 szpik wysysa z kości.

Raz, wieczór, słońce nad jeziorem było,

Ptacy śpiewaniem z słońcem się żegnali807,

I nic nie słychać, oprócz szumu fali

I szumu lasów, który wiatr przynosił.

Witold, oparty na oknie, oddychał

Wonném powietrzem, a myślą daleko