Pełzły mu szaty, ciało się w powietrzu

Topiąc, niknęło, i z dymem uleciał.

Drugi to już raz Witold ducha swego

Widział, i w duszę odwaga wstąpiła.

Wtém drzwi skrzypnęły — Anna weszła cicho

I na kolanach położyła głowę.

— Panie mój! — rzekła — ty patrzysz; gdzieś oknem

Myśl wyleciała i daleko buja;

Chcesz być swobodnym — ja ci dam swobodę,

Ja cię z niewoli, w któréj schniesz, wywiodę.