— Ty? —

— Ja, mój Panie! Posłuchaj twéj Anny:

Jutro, zaledwie świt wstanie poranny,

Zastukam do drzwi o służebnę moję813;

Ty na się wdziejesz twojéj Anny stroje

I wyjdziesz z sługą. Ja tutaj zostanę.

Modlić się będę, abyś uszedł cało.

Koń w lesie czeka i drużyna wierna,

Algimund dawno błąka koło Krewa. —

Witold do piersi swą Annę przycisnął,