Bracia, za ręce ująwszy go, wiodą

I w swoim domu sadzą878 znękanego.

Jemu drżą usta z bezmiernéj radości,

I siły traci, a oczy podnosi

W niebo, i jeszcze modli się gorąco.

Wody wziął w usta i czarnego chleba.

— Dość mi — rzekł cicho — dość, więcéj nie trzeba.

Ojcze gwardjanie879, przyjmij spowiedź moję880! —

Ukląkł, a bracia z strachem ustąpili.

.....................................