I za ojcem, gdy jedzie, niespokojnie dyszy119;

A matka go w objęciach ściska nieszczęśliwa,

Pieśnią wojny usypia najmilszego syna,

W zbroję twardą go kładzie, gdy kwilić zaczyna.

Rośnie olbrzym w żelazie, karmiony od młodu

Mlékiem żmudzkiéj dziewicy120, żmudzką pieśnią boju,

I po żyłach już płynie krew starego rodu

Dziadów, którzy nie znali spoczynku, pokoju,

Co dziecinną już ręką gdy wzięli miecz biały,

Szli z nim w boju niezbytym przez długi wiek cały.