Mistrz czoło pociera, komturów zwołuje.

Już wieść się rozeszła, że Witold na zamku,

Więc śpieszą i wkoło siadają naradzać1151.

Długo w noc się sporzą1152 i ostro ścierają.

A Witold uśmiécha1153. On pewny, że znowu

Odepchnąć go nie śmią. I nim dzień zaświtał,

Na karcie przymierza ciśniono1154 pieczęcie.

— Teraz — rzekł do mistrza — nie tak nam wojować.

Ja pójdę do swoich, od chaty do chaty,

Od sioła do sioła; a kto łuk naciągnie,