Na konie się zwiedli i w zbroje ubrali,

On obóz rozbiwszy, do zamku ucieka.

Mistrz smutno, o brzasku, na pole pogląda,

Trupy swe policzył, popatrzał na mury.

— Ciągnijmy — rzekł — daléj. Na Wilno nie przyszła

Godzina. Dobędziem go poźniéj, Witoldzie! —

Na próżno go Witold zaklina, namawia,

Korzyści, widoki i sławę przedstawia.

On milczy, a wojsku ściągać się rozkazał.

Już obóz w milczeniu zwija się, Krzyżacy