Ty się rozpadniesz, ty umrzesz mym zgonem! —
Wtém we drzwi wszystkie tłumami się cisną
Słudzy i czeladź, ostatni raz panu
Czołem uderzyć, rękę ucałować.
Płacz po komnacie, płacz po zamku szérzy.
Starcy na ziemię padają ze łkaniem.
I nagle cisza. Zbigniew wchodzi, w ręku
Niesie ostatni pokarm choréj duszy —
Z Bogiem przychodzi. Ciżba rozstępuje.
W milczeniu smutném kilka słów szemrało.