— Siano, słoma, skóry, bracie!

Do pana wieziem na Troki. —

Strażnik milczy, a woźnice

Dzikim jakimś śmieją1949 głosem.

Stali w rynku, poglądają,

Szepcą z sobą i czekają.

Piesi ku nim się gromadzą,

To gdzieś pójdą, to cóś radzą.

A liczba ich rośnie coraz1950,

Z wozów, zda się, cóś ubywa,