I już po biały miecz ów nie sięgały,
Którego podnieść ani by zdołały;
Okiem nie wzywał towarzyszów628 boju,
Uchem nie czekał, rychło629 róg zadzwoni,
Konał milczący, na Wschód poglądając,
Skonać nie mogąc, a skonać żądając.
— Synów zawołać — synów! rzekł nareście630,
Podnosząc głowę po długiém milczeniu;
Niech przyjdą tutaj i Montwiłł, i Trajnys631,
Niech Mindows przyjdzie. Gdzie synowie moi? —