Jak lud, kiedy się do grodu zgromadzi,
O wojnie, łupach lub o sobie radzi.
Na nowogródzkim zamku cisza długa;
Lecz po xiężycu widać było cienie,
Tam, sam, po wałach migające w dali;
Jacyś się ludzie schodzili, szeptali,
W ręku oręże, oszczepy dźwigali,
Szli, nikli, znowu wchodzili, czekali.
A Mindows nie spał, z wiernemi bojary689,
On czekał zdrady, gotów był do kary,