I włos już siwy srébrzył się na skroni.
Mnich był pokorny, cichy i łagodny,
Nie znał on gniewu, nie namarszczył twarzy,
Obelgi równo z łagodnemi słowy
Przyjmował milcząc i schylając głowy.
Już dnia drugiego on za Mistrza mówił,
Często Mindowsa zaczepiał o wiarę,
Jéj tajemnice, pochodnią wymowy,
Objaśniał ciemnym oczom poganina.
A Xiężna1009 Marti, słuchając, wejrzenia