Zwrócić nie mogła, ani ust otworzyć,

Bo słowa jego szły prosto do duszy,

I w niéj jak pieśni najmilsze dźwięczały.

Kiedy Chrystusa malował im Boga,

I śmierć męczeńską, i życia ofiarę,

Ona płakała, przeklinając zbójców,

Gdy Mindows dziko uśmiéchał się tylko.

Nieraz on mowę przerwał Christjanowi,

I chrześcijańskiemu1010 urągał się Bogu;

Naówczas Marti, w dół spuściwszy oczy,