— Powinnam powinszować panu — odezwała się — jesteś jedynym panem sytuacyi, królem Saxonii i Polski, Hennicke namiestnikiem, Los, Stammer i Globig wice-królami! nieprawdaż?
— A pani królową — rzekł uśmiechając się Brühl — a double titre!7
— Tak jest — rozśmiała się Brühlowa — i zaczynam się oswajać z mym stanem, znajdując że jest wcale znośnym.
Ruszyła ramionami.
— Byle to dłużéj trwać mogło niż królestwo Sułkowskiego. Zapomniałam — śmiejąc się szepnęła — że waćpan rozumnie bardzo oparłeś swój tron na ramionach kobiét. Królowa, ja, która jestem drugą, Moszyńska i pani Sternberg, to coś znaczy; nie licząc Albuzzi, bo ta jest nadliczbową.
— Pani sama jesteś temu winną, iż muszę obcéj pomocy szukać i serc poza domem.
— A! serc! serc! — przerwała Brühlowa — ani pan ani ja o sercach mówić nie mamy prawa. Mamy fantazye nie serca, mamy zmysły nie uczucia, ale... tak lepiéj.
Odwróciła się od niego.
— Jedno słowo — odezwał się Brühl podchodząc za nią — jedno ciche słowo; późniéj przyjdą goście i nie będę miał szczęścia rozmówić się z panią.
— To słowo?