Trudno się było dowiedziéć.
— Jużciż W. Kr. Mość nie tęsknisz tak za Sułkowskim.
Drgnął król i stanął nagle. Guarini poznał że do rany rękę przyłożył.
— Otóżto Sułkowski: widzisz Ojcze — bąknął król. — Józefina go nie lubi. Jak można Sułkowskiego nie lubić?... hę? powiedz ty?
Guarini zamilkł. Pytanie było wymierzone wprost jak strzał do piersi, jednak nie odpowiadał na nie.
Król nie lubiący mówić, powtórzył ciszéj:
— Ojcze? jak można Sułkowskiego nie lubić?
Jezuita namyślał się bardzo długo. Chwila była stanowcza: należało przypuścić atak umiejętnie; rozważał właśnie jak ma to uczynić. Spodziewał go się oddawna, przyszła godzina walna, trzeba tedy było począć.
— N. Panie — odezwał się — ja przeciwko Sułkowskiemu osobiście nie mam nic. Jako katolik chłodny jest i obojętny, to prawda...
Zdawało mi się téż zawsze że naszą świętą królowę panią nie dosyć czci i szanuje.