— Tu, w Saxonii zapewne — odparł Sułkowski, na którego królewicz patrzał i dawał znaki zgody — tu w Saxonii, ale w Polsce...
— Świętéj pamięci król zostawił tam przyjaciół i sługi wierne. Ks. biskup Lipski. Cóż mówi Brühl? — zapytał Guarini...
Królewicz spojrzał na Sułkowskiego, jakby mu wzrokiem dawał pełnomocnictwo do opowiadania. Sułkowski na wspomnienie Brühla, chwilkę się krótką zawahał, lecz natychmiast dodał:
— I Brühl i listy z Polski świadczą, że nasi adherenci wiernie i gorliwie około elekcyi pracować będą. Ale któż wié czy nam w drogę nie wejdzie Leszczyński, pomoc Francyi, intrygi? Na to potrzeba pieniędzy.
Królewicz uderzył zlekka po ręku Sułkowskiego.
— To Brühl musi dostarczyć: on do tego jedyny.
Sułkowski zamilkł.
— Będziemy się o nie wszyscy starali, a królewską koronę włożyć musimy na skronie pana naszego...
— I Józefiny — dodał Fryderyk prędko. Józefinie się to należy. Ona nie może kurfirstową pozostać.
Oba przytomni milcząco skłonili głowy, królewicz zadumany fajkę palił. Zdawało się że daléj mówić będzie w tym przedmiocie, gdy pochyliwszy się do ucha O. Guariniemu, szepnął: