— Frosch w kątku na pokucie musi być paradny? Mówicie że oni sobie języki pokazywali!
— Albo sobie albo mnie, ale to pewna, że dwa czerwone jęzory ich widziałem.
Zapomniawszy się królewicz głośno się rozśmiał, rękę do ust przyłożył i zawstydzony zamilkł nagle. Sułkowski stał zamyślony i nieco zgorszony spojrzał na księdza.
Upłynął moment jakiś, gdy Fryderyk pochylił się znowu do ucha Ojca, zasłaniając ręką.
— Widzieliście Faustynę? — zapytał.
— Nie — rzekł Guarini.
— A? nie? dlaczego? powiedzcie jéj, zapewnijcie ją, niech tylko głos szanuje. Ja ją szacuję wysoko, wysoko. E una diva! głos anielski; żadna jéj niezrówna. Jak mi będzie tęskno za jéj głosem; ale musi teraz śpiewać w kościele: niech ją choć tam usłyszę.
Sułkowskiemu ten szept był jakoś nie miły; odszedł kroków kilka na bok, lecz się wprędce wrócił, stając z nowu przed królewiczem. Fryderyk wskazał na niego księdzu.
— On będzie pierwszym moim ministrem... prawa ręka moja.
Guarini cicho uderzył w dłonie.