Stał naprzeciw krzesła pańskiego w postawie przymilenia pełnéj i coś szeptał. Królewicz słuchał pilnie i głową znacząco potrząsał.
— Słyszycie, mój Ojcze, co mówi? — rzekł do wchodzącego Jezuity.
Ten zbliżył się.
— Mów daléj — odezwał się Fryderyk.
Brühl posłuszny począł, mierząc znaczącym wzrokiem O. Guarini.
— Umysł niespokojny, szyderski i od niejakiego czasu z niewiadomych powodów, stał się tak ostrym i nieznośnym...
— O! o! — szepnął królewicz — to źle...
— O kim mowa? — cicho spytał Jezuita.
— Ośmieliłem się zwrócić uwagę Najjaśniejszego pana, na szambelana Watzdorfa.
Guariniemu na myśl przyszło spotkanie z nim przed chwilą.