— Prawda! kat je bierz!
Radzca dopijał, ale tak jakoś szybko po sobie następujące libacye, widocznie go rozmarzać poczynały. Ociężał, w fotelu siadł, uśmiechał się, oczy mrużył.
— Teraz maleńka drzémka i...
— Ale butelkę dokończyć potrzeba! — nalegał paź.
— Zapewne, to obowiązek uczciwego człowieka, nie porywać się lub dokonać dzieła; prawda? — rzekł radzca — co rzeczą sumienia jest, winno sumiennie być dopełnione.
Dolawszy kieliszek ostatni, Brühl wysunął z za okna fajkę i worek z tytuniem.
— Radzco, a fajka?
— Aniele mój! — zawołał Pauli otwierając oczy — i o tém pamiętałeś. Ale nuż mnie to ziele upoi gorzéj jeszcze. Co mówisz?
— Otrzeźwi! — przerwał paź podając fajkę.
— Jak się tu oprzéć pokusie! daj! daj! Co się ma stać niech się stanie.