— Dobrze kochana pani!
— A ten kaszelek?
— Zupełnie ustał po ślazie!
— A nosiż na piersiach watowaną załóżkę?
— Nosi proszę pani.
— Cóż oni tam robią?
— Nie wiem prawdziwie, ale mają podobno jechać na polowanie.
— O! jużto straszny myśliwy, jak nieboszczyk stryj. I to polska natura: aby się tylko nie przeziębił, albo nóg nie zamoczył. Czy mówiłaś kochanie drogie, żeby włożył lisiurkę?
— A jakże, i przyrzekł.
— Boto teraz ranki chłodne moja Tekluniu. Ale, ale, jakże się tam ma ta poczciwa ekonomowa?