— I cóż?
— Koniecznie go chcą stawić w rekruty.
— Mój ty Boże! i powiadasz że jego żonatego mogliby wziąć?
— O! czemuż nie, nawet kolej na niego. Trzeba około stu rubli, a ja nie mam pieniędzy! Co my tu poczniemy? Chybabym gdzie pożyczyła.
— Niechno się po mszy naradzim, jakoś to załatwim. Biedne człeczysko! Prawda że i żona w niemałym być musi strachu? Proszę! proszę! Muszę ją pocieszyć zaraz.
— A! niech się JW. pani zmiłuje, nic jej o tem nie wspomina; mąż stara się przed nią udawać, że to omyłka, że to fałsz.
— No to nic jej nie powiem. A odesłałaś serce do miasteczka kwartałowe do szpitala?
— Wczoraj.
— I dla żydów?
— Także.