— Ja myślę ze sto złotych.
— Dajże mu z moich pod sekretem, ale niech nie gada.
— Dziękuję za niego! Teklusia pocałowała staruszkę w rękę, a ona ją w głowę.
— Poczciwa Teklunia, zawsze to tylko o drugich myśli, a nigdy o sobie. Weź-że kochanie moje, tę czarną atłasową suknię, która mnie wdowie na nic się nie zdała, weź ją sobie za to, żeś mi pomogła do dobrego uczynku.
Panna Trawska przyklękła na ścieżce i pocałowała podkomorzynę w kolano, ta ją znowu w głowę.
— Kiedy już pani mi tyle pozwala i taka łaskawa, to i reszty nie utaję — dorzuciła wstając z westchnieniem.
— No! no? cóż takiego?
— Wszakto i słabość ekonomowej nie bez przyczyny, ona się biedaczka zmartwiła i zlękła o męża.
— A mężowiż co?
— Pani wie że on jednodworzec?