— Dam ci co zechcesz! — ozwał się jeden.
— Jak to co zechcesz? a jak zechcę...
Tu myśl nie przyszła czegoby mógł zażądać, i dodał z uśmiechem: — A na co lufa?
— Juściż to wiesz, spodziewam się.
— Bo z pozwoleniem pana, pan myśli że to lufa strzela?
— A cóż?
— To najprzód panie, że ja mam taki sposób na kule, a do tego panie, że to trzeba umieć.
Znowu śmiechy i budnika poczęto poić, rozgrzewając go i wódką i rozmową. Pan Maciej wszystkie zęby miał na wierzchu, tak w doskonałym był humorze. Strzelił raz trzeci i czwarty z równem szczęściem.
Kazio porwał strzelbę budnika i chciał tej samej sztuki sprobować; Maciej spoglądał z flegmą gdy mierzył i plunął gdy chybił.
— Cóżto u djabła! mógłżem chybić?