— Jakto? koło, a w kole czarną plamę?
— Plamę to widzę, ale bardzo ogromna.
— Jakto! duża ci jeszcze?
Maciej głową kiwnął. Posłano służącego, który kredą w środku celu biały znak położył.
— A teraz?
— Poprobujem.
— Stoim o czterdzieści kroków, nie zmieniam słowa, za każdy raz dukat. No! śmiało!
Zawczasu zabierano się już szydzić, gdy krótko urwany strzał dał się słyszeć i kula w samym znaku białym uwięzła. Maciej ani zważając na podziwienie i oklaski powszechne, już po raz drugi nabijał, po raz drugi trafił.
— Co chcesz za lufę?
— To nie na sprzedaj.