Uśmiechnęła się, ale w tej chwili zobaczyła Macieja, który jej rzeczywistość przypomniał. Zerwała się, podbiegła szybko ku niemu i zaczęła krzyczeć w obłąkaniu usiłując ukryć:
— Ratujcie! ojciec! ojciec! A! on mnie zabije!
— Dalibóg, wszak ona oszalała! — zawołał Maciej, biorąc się za włosy. — Aj, aj! ze wszystkiem się skręcili. Otóż tobie masz! Będą się tatulo tęgo gniewali.
Pawłowa przebudzona, nagle także obaczywszy Macieja rzuciła się ku niemu niespokojna. — A co? zawołała — puścili was?
— A! całuję rączki! puścili.
— A! ojciec?
— Ojciec także wolny.
— Gdzież jest? idzie?
— Musić poszli na polowanie czy co, bo ze strzelbą — rzekł Maciej głupowato.
Wtem zbliżyli się i inni budnicy i zaczęli opowiadać jak się to stało, że ich Bartosz porzucił nagle w miasteczku i uciekł nie wiedzą dokąd. Pawłowa pobladła, obejrzała się po oknach, zachwiała, potarła ręką po czole i usiąść musiała, a raczej padła na przypiecek. Maciej tymczasem chodził po izbach i wszystko z ciekawością głupca oglądał, to siostrze obłąkanej, to sprzętom nowym się przypatrując. I corazto czego nowego dojrzawszy, uśmiechał się, weselił; naostatku wziął w rękę firanki i spytał: