— On? daj Boże, aby moje konie takie zdrowe jak on były!
— To ta dziewczyna o której mówią, że z miłości dla niego oszalała, niepokoić go musi. Wszak o niej wiecie; ja ją widziałem, śliczna!
— Oszalała! Patrzcie! Ale boto on czasem zadaleko posuwa żarty. Wiecie, mnie raz poszczuł chartami.
— Myślał żeś lis i niewiele się omylił.
— Ogona mu tylko braknie.
— No! no! dość tego! Wyż mnie prześladujecie, o Arystydesy!
— Co za erudycja!
— Patrzcieno jak Jan dziko spogląda, to nie jest wzrok jego zwykły.
Jan się zbliżył, umilkli.
— A co? na polowanie? — odezwali się niektórzy.