— Chcecie? jedźmy!
— Jedźmy — rzekł Jan — każę wam konie posiodłać, psy posmyczyć i z chartami.
— Cóż? po zasiewach?
— Co wam do tego! znajdę obłogi, a pójdzie zając w żyto, no, to i my za nim.
— Szalony!
— Co wam do tego!
Wydano natychmiast rozkazy, gdy służąca pani podkomorzynej, która już dowiedziała się o polowaniu, przyszła od swojej pani przypomnieć, że to było święto uroczyste.
— Ale dajże mi pokój Nastusiu!
— Pani sama prosi pana!
Jan zamyślił się trochę, i gdy przyjaciele przyjmowali Nastusię otaczając ją kółkiem, on pobiegł do matki.