Naprzeciw nadchodzącego syna, który rzadkim był u niej gościem, podkomorzyna wyszła aż do sieni, i całując go w głowę: — Moje drogie dziecko, czy teżto prawda, że macie jechać na polowanie? Wszakcito uroczyste u nas święto.
— Kochana mamo, już po objedzie.
— Jeśli chcecie koniecznie, czemużby nie jutro?
— Dla mnie dziś, jutro, to wszystko jedno, ale moi panowie gwałtem się dziś napierają.
— No! to Bóg z niemi, niechaj sobie jadą, daj im konie i psy, a sam zostań. Przyszedłeś do matki, posiedzielibyśmy choć godzinkę razem, ja cię tak rzadko widuję!
— Moja mamo, ale toby było niegrzecznie.
Matka umilkła.
— A przytem — dodała uśmiechając się panna Tekla — wszak dziś wedle łacińskiego kalendarza nie jest święto.
Podkomorzyna nic nie powiedziała.
— Kiedy tak koniecznie chcecie...