— Jowiszu bij mnie, lub ja cię zabiję3.
Te jego gniewy z Jowiszem i braterskie pojednania nie jeden raz miały miejsce.
Nie będziemy się rozszerzali nad dziwnemi rozpusty człowieka, który nic nie szanował i nie znał w nich granic; nad upodobaniem jego w igrzyskach, koniach i woźnicach, nad ukochaniem Mnestera, i postawieniem Incitatusowi owéj stajni złoconéj i omarmurowanéj, w któréj tłumy szły go odwiedzać i kłaniać się faworytowi. Rzym milczeć musiał aby koń Cezara mógł usypiać spokojnie, i w Forum pod portykami, chodzono na palcach, szeptano pół głosem.
Szały mieniały się z okrucieństwy coraz nowemi i wymyślniejszemi... Macron i Naevia, którym był w części winien swą władzę, niewdzięcznie odepchnięci, poświęcenie swe dla Cajusa przypłacili życiem.
Obraz najdziwniejszych tych dziwactw okrutnych znajdziecie w Swetoniuszu.
Jedno tu szczególnie uderza olbrzymie zachcenie, może najlepiéj malujące charakter człowieka, który uganiał się za niepodobieństwy.
Doniesiono mu, że stary ów ulubieniec Tyberyusza, Thrasyllus, gdy raz dawniéj kiedyś Cezar się niepokoił, by mu Cajus władzy nie wydarł — powiedział pocieszając przelęknionego:
— Łatwiéj Cajusowi konno przejechać przez zatokę w Baii niż Cezarem zostać!4.
Myśl ta utkwiła mu w głowie; możeż być co niepodobném dla Cezara?
Cajus konno przejedzie przez zwyciężone fale...