Z wrót Carceru wysunęły się dwa orszaki młodzieży najpierwszéj w Rzymie, dzieci Senatorów, młodzieży co kiedyś pierwsze zająć mieli dostojeństwa w Rzeczypospolitéj. Książe młodzieży, Princeps juventutis ich prowadził, zbliska krwią z Cezarami połączony, Rufius Crispinus, syn Poppei, dzieciak bardziéj niż młodzieniec, ale już z twarzy mu widać dumę nadziei w przyszłości i wiarę w swą siłę.
Agryppina i Neron spójrzeli nań gdy wyjeżdżał na białym koniu, na czele Senatorskich dzieci, a w wejrzeniu Cezara można już było wyrok nań śmierci wyczytać.
Dwa zastępy, których dowódzcami byli dwaj szesnastoletni chłopcy, konno wystąpiły na plac, uzbrojone i strojne, rozpoczynając z sobą igrzysko rycerskie, w którém krew nie powinna była popłynąć. Uganiały się naprzód za sobą do koła Spiny, potém stanęli jedni, zatrzymali się drudzy i starli raz i drugi; a młody Crispinus tak dzielnie nacierał na przeciwnika, że głos tłumu wnet mu przyznał zwycięztwo, okrzykując go Księciem młodzieży.
Neron milczał... ale w kilka dni potém Crispinus dłonią niewidzialną pchnięty w wodę, utonął.
Pomimo odwagi i zręczności chłopaków, lud niewiele smakował w téj igraszce obrzędowéj, niegdyś dla wojennéj wprawy ustanowionéj, dziś czczéj tylko szermierce i popisie, począł wołać o bestyarzy, o zwierzęta, o ostanią należną a najpożądańszą dlań zabawę.
Dzień miał się ku zachodowi, zasłoną purpurową wiatr szeleścił nad głowami zwiastując burzę i grzmot przeciągły słychać było zdaleka... ale nie godziło się przerywać igrzyska...
Cyrk znowu zalegał tłum posługaczów.
— Silva, Pancarpe! krzyczą uradowani widzowie, widząc żołnierzy niosących drzewa i rozsadzających je wśród areny. W jednéj chwili plac cały zmienia się jakby w las zielony, dziki zastęp bestyarzów występuje wśród rzęsistych oklasków.
Są to ludzie zawczasu na śmierć skazani, ale życia nie ceniący, niewolnicy, płatny najemnik, ostatni z ostatnich, których krew nie ma wartości, i należy jak dług panu-Rzymowi — pastwa gminu. Na niektórych z nich znać niezgojone rany walk przeszłych, z których cudem wyszli cało, inni oglądają się tchórzliwie i drżąco, bo wiedzą, że życia ich nie oszczędzi nikt, że umrzeć muszą.
Mrok pada, burza się zbliża i warczy, więc co rychléj wypuścić każą ryczące z Carcerów bestye.