W téj chwili głos starego Lenona, który nadbiegł goniąc za niewolnicą, przeraził ją i podróżnych... Anija wymknęła się zakrywając sobie oczy, a w perystylu gospody w tejże chwili ukazała się postać nowa.
Candid poznał po krzyżu, który tajemnie i szybko przychodzący położył na piersiach, że przybyły był chrześcijanin jak oni...
Ówczesny byt chrześcijan cały był jeszcze tajemnicą, a rozszerzenia się nowéj wiary inaczéj jak cudów szeregiem niepodobna wytłómaczyć; wsparcie nadludzkie, siła niebieska dopomogła im oświecając pierwociny drogi przykréj i zawad pełnéj.
Jak inaczéj pojąć to nagłe, w kilkadziesiąt lat po zgonie Zbawiciela rozszerzenie się jego nauki wśród Rzymu, poświadczone przez Tacyta, a wkrótce potém oblane zaraz krwią męczeńską tysiąców?
W stanie ducha piérwszych Apostołów i chrześcijan, wyższym nad wszystko co pojąć się daje, co świat nam dziś przedstawia, — jest klucz zagadki tego działania tak niezwyciężonego, walczącego ze wszystkiemi siłami ziemi, napróżno tamującemi postęp jego.
Tam, słowo jedno oświecało, widok nawracał, dusze się rozumiały, wejrzenia goniły, ludzie pociągali, przeczuwali się wyznawcy jednego Boga i połączeni węzłem solidarności ducha niezłomnéj, działali wszyscy wspólnie, często nawet niewiedząc o sobie. — Ciało chrześcijan, ten Kościół wojujący, pierwotny, jedna dusza ożywiała i czyniła całością potężną. Nawykli do codziennych cudów, nawracający i nawracani nie zdumiewali się nawet spotykając z niemi, ufali w nie, spodziewali się ich... wierzyli, że przyjdą gdy będzie potrzeba...
Gdy Candid i Natalis spostrzegli zbliżającego się ku sobie w poważnéj todze Rzymianina, którego postawa i twarz znamionowały znakomitego rodu człowieka, gdy nieznający go ujrzeli, że się ich szukać zdawał, jakby przeciwko nim był wysłany, choć nic ich w Rzymie oznajmić nie mogło, podziękowali tylko Bogu w duchu za zesłane wsparcie, gdyż nie wiedzieli co daléj począć z sobą; ale nie przerażali się tém, że nieznany mąż czekał ich w progach miasta.
Był to Pudens; dom jego, jak wiemy, głównym był w Rzymie chrześcijan przytułkiem, u niego Apostołowie gościli, on zbierał u siebie gmin nawrócenia pragnący, on był piérwszym pośrednikiem między Nazarejczykami a ludem.
A gdy mu o świtaniu jeden z mieszkających u niego świętych ludzi przyszedł budząc oznajmić, że ma iść do wrót Capeńskich, by tam dwu zabrać podróżnych i do swego przywieść domu — nie zdziwił się, ani zawahał, ale szedł pewien prawdy tych słów i gotowości pełen ku posłudze.
Chociaż Candidus i Natalis nie byli mu znani, nie wahał się na wstępie dać im poznać krzyża znakiem, bo nie wątpił na chwilę, że ci byli, których mu przywieść kazano: — duch mu ich wskazywał...