Pudens odwrócił się ze smutkiem, chwila milczenia trzymała wszystkich w zawieszeniu; nagle Syryjka podniosła głowę.

— Czyńcież co chcecie — odezwała się do starego Lenona — ale ja dłużéj nie wytrwam w tém życiu, do którego wstręt mam śmiertelny...

Nie zechcecie mnie sprzedać, to na Jovisza, głodem się zamorzę.

Egypcyanin stanął wryty.

— Ty! głodem! ho! zobaczemy! ja się głupich pogróżek nie boję, a że karać umiem toś widziała i wiesz... Furcifera! nie pomogą razy i widły, to cię żelazem gorącém na czole napiętnuję...

— I stracisz swoje pieniądze! — rzekł Pudens spokojnie.

— Lecz gdybym ją sprzedał, tę nędznicę — zawołał trzęsąc się ze złości stary — w cóż się bez niéj moja gospoda obróci? co powiedzą starzy, którzy mi tu dla jéj czarnych oczów chodzić przywykli!

— Znajdziesz drugą Ambubaję, i dziesięć co mnie zastąpią... Epicharis mi zazdrości... ją weźcie.

— A to zmowa! to spisek! na Mithrę! — rzekł Leno... — Ale no... gdybym ją sprzedawał... przypuśćmy... cóż mi dacie... Ona cię starego opanuje, będziesz ją musiał wyzwolić! obedrze cię, ogołoci. — Ale cóż dacie? — dodał niespokojny... ile?

— No, pięćdziesiąt tysięcy sestercyj...