— Co mi po pięknéj twarzy! — zawołał rybak — bylem żył a nie męczył się... obiecuję ofiarę i ołtarz Eskulapowi...
Żyd dobył ze swéj szkatułki drogiego balsamu, który był na rany najskuteczniejszy, obmył twarz wodą z okruszyn ziemi i ziół, które się w nią wpiły, namaścił, i rozdarłszy białe płótno, obwiązał niém rybaka, odprawując go obwiniętego, uspokojonego i wiekuistą przysięgającego mu wdzięczność.
Niewolnik, który mu drzwi otwierał, już był znów usnął na ziemi ze znużenia, bo we dnie najął się był z osłem razem kamień młyński obracać w miasteczku za kilka denarów; żyd więc, nie bojąc się podsłuchania, mógł rozmówić z Ulpem, wpadłszy na myśl czyliby z jego pomocą swoich współwyznawców nie wyzwolił z Caprejskiego więzienia.
Hypathos wprzód jeszcze osnuł w ten sposób ucieczkę, ale jaskinia Ulpa znajdowała się wprost prawie pod willą Jowiszową i koło niéj zwykle krążyły galery Tyberyusza, które miały polecenie strzedz brzegów, ciała niewolników zrzucane z góry od lądu odganiać i wiosłami dobijać, aby skazani na śmierć nie ocalili życia. Trudno więc było w tém miejscu wypłynąć na morze niepostrzeżonym i uniknąć statków, które pilném okiem wyspę śledziły.
— Łódź twoja wielu ludzi może pomieścić? — zapytał go odchodzącego Helios.
— Mnie jednego i sieci moje... dwóch lub najwięcéj trzech w potrzebie... ale zanurzy się do brzegów.
— Można nią z wyspy odpłynąć i do lądu się dostać?
Rybak poruszył głową.
— Wszak ci pływam ja nią do Surrentum; raz burza zapędziła mnie aż do Puteolów... ale łódź pełna była wody. Któż wie? gdyby morze było spokojne!
— Możeż-że odpłynąć gdy zechcesz?