— Co więcéj widziałeś w willi Jowisza? — przerwał Helios.
— Cezar gotuje wielką ofiarę... niewolnicy szykują wozy i konie, ubierają się chłopcy, a skoro zaświta, pociągną wszyscy ku świątyni Mithry... słyszałem dających rozkazy...
Na te słowa odstąpiła ostatnia nadzieja, wszyscy spuścili oczy ku ziemi. Dzień świtał, morze się ruszało i odpływać nie było już można. Rachel, zgromiona przez starca za krzyk, który wydała, poszła w najciemniejszym kątku jaskini ukryć bezsilne łzy swoje... Juda osłupiał, Helios modlił się przejęty... Ulp poglądał na nich... litośnie czy obojętnie? z poczwarnéj twarzy jego nie można było wyczytać.
— Gdybyście chcieli widzieć, jak Hypathos pięknie będzie wyglądał na czele młodzieńców u ołtarza Mithry... jabym to mógł wam pokazać... i cały ten obrzęd tajemniczy, którego żadne obce nie oglądało oko... — rzekł po chwili rybak.
— Jakim sposobem? — żywo spytał Juda — myśląc tylko by brata ocalić...
— Z moich pałaców — dodał Ulp uśmiechając się tajemniczo — jest przejście skryte aż do pieczary Mithry... idzie ono głębiami góry, wnętrznościami skał, i nie wiem po co kończy się, znać w dawnych wiekach wyrobionym otworem w ścianie, przez który, z za posągu bóstwa, obejrzycie całą uroczystość lepiéj może niż ci, których na nią Cezar zaprosi... Ale tam spójrzenie życiem przypłacić można!
Pomimo obawy i wstrętu, jaki wzbudzało w nich tajemne przekradanie się na to widowisko pogańskie, Helios nic nie mówiąc ruszył się piérwszy za Ulpem po skałach, rozdołach i pieczarach, a za nim Juda poprowadził drżącą Rachelę. Przeszli tak w milczeniu do drugiéj groty, a rybak ukazał im w skale zaledwie dojrzaną szczelinę; tu Helios przyłożył oko do otworu, który się z tyłu za posągiem Mithry znajdował i ujrzał jaskinię całą w téj chwili piérwszym brzaskiem dnia oświeconą. Niewolnicy właśnie zlewali posadzkę wonnościami, rzucali na nią kwiaty i zióła, rozwieszali wieńce werbeny, a u wnijścia posługacze ołtarzy ubierali posążki i przygotowywali ogień ofiarny.
Zarosłą nieco ścieżynkę do groty wiodącą, rozprzestrzeniano sierpami i toporami obcinając drzew gałęzie, piaskiem Nilowym wysypano drogę órszaku; tłumy ludzi krzątały się dokoła.
Mrok stopniami w dzień jasny przechodził, i już słońce ukazać się miało, gdy zdala doszedł ich uszów szum, hałas, śpiewy dzikie i okrzyki.
Cezar, niesiony na tronie złocistym ze lwy skrzydlatemi, postępował powoli, z wieńcem i tiarą na czole, z nożem ofiarnym w dłoni; otaczały go szeregi młodzieńców, uwieńczonych werbeną, niosące patery, kadzielnice i posągi... Tuż przy panu ze spuszczoną głową, obwitą zielonością, postępował powoli blady i chwiejący się Hypathos.