Instynkt przywiązania wiódł ją na to miejsce, w którém ciało ukochanego chłopięcia leżało dotąd bez pogrzebu. Zapomniała o własném niebezpieczeństwie, i szła tak, szła, wiedziona siłą niewidzialną, aż do jaskini Mithry. Niewolnicy, którzy stos układali, postrzegłszy tę nieznajomą kobiétę z długiemi włosy czarnemi, spadającemi do ziemi, przestraszyli się jéj, jak zjawiska z innego świata. Wzięli ją za królowę Lemurów wyspy...
Ona, nie słysząc ich wykrzyknień i nie widząc trwogi, minęła obojętna pogrzebowe łoże i weszła w głąb jaskini, rzucając się z krzykiem na ciało Rubena, leżące z zastygłym na ustach jękiem dzieciny, która się przed matką żali. Łzy ostatnie zlepiły mu powieki długiemi rzęsy ciemnemi, spoczywające na policzkach alabastrowéj białości.
Obnażona pierś skalaną była bryzgami krwi skrzepłéj i czarnéj, na skroni, zbroczony nią także, wiądł wczoraj zielony wieniec werbeny; białe ręce, wysiłkiem walki żywota ściśnięte, jeszcze wyrażały przedśmiertny bój i rozpacz...
Rachel, przypadłszy przed nim na kolana, zaryczała boleścią niezmierną... Kołem po za nią skupiła się zbiegająca zewsząd rzesza niewolników, szepcząc i dziwując się zjawisku.
Wtém szmer dał się słyszeć na ścieżce — Cezar szedł zapalać stos pogrzebowy...
Helios, który przez szparę przyszedł spójrzeć na trup dziecka, postrzegłszy zarazem blade ciało jego i bladą jak zwłoki Rachelę i wchodzącego Tyberyusza, za którym szedł orszak wyzwoleńców i dworu, zasłonił oczy z rozpaczy...
Kobiéta sama wpadła w ręce kata.
Cezar zatrzymał się, stał zdziwiony chwilę długą, a gdy Rachel twarz ku niemu zwróciła, wykrzyknął wielkim głosem imie Agrippiny.
Rachel porwała się, instynktem poczuwszy zabójcę.
— Kto jesteś? — zapytał Cezar.